Lustro, które słucha

Jedną z zasad, na której stoi moja praca jako coacha, jest dyskrecja. Nie jako formalność czy podpisana klauzula, tylko jako coś wpisanego w samą metodę. Opowiem, skąd to wiem.

Kiedyś, w środku dnia pracy, pod firmę podjechał nieoznaczony radiowóz. Bez syreny, ale z kogutem pod szybą i sprzętem uwieszonym na funkcjonariuszach, więc nie było wątpliwości, co to jest. Koledzy z pracy akurat stali na zewnątrz. Widzieli, jak wsiadam.

Zabrano mnie do szpitala specjalistycznego. Tryb interwencyjny, tłumaczenie na miejscu, dla Głuchej kobiety, która akurat nie mogła mówić własnym głosem. Nie powiem więcej, bo ta historia nie jest moja. Miejsce było ciężkie. Sprawa była ciężka. A moja empatia, która nigdy nie umiała się wyłączyć, sprawiała, że było jeszcze ciężej.

Wieczorem wróciłem do żony i dzieci. Byli ciekawi, gdzie mnie tak długo nie było. Nazajutrz w pracy koledzy pytali o radiowóz, a ich domysły szły od aresztu, przez wypadek w rodzinie, po wycieczkę krajoznawczą. Trzęsło mną od środka, ale odpowiadałem wymijająco, bo nic więcej nie mogłem powiedzieć. Nie dlatego, że nie ufałem ludziom, których pytania słyszałem. Dlatego, że to, co nosiłem tamtego dnia, nigdy nie było moje do opowiedzenia.

Co z tego zostało

Minęło sporo czasu, zanim zobaczyłem, że dyskrecja, której nauczyłem się wtedy jako tłumacz, jest dokładnie tym samym narzędziem, z którego korzystam dziś jako coach. Klient czasem pyta, czy rozmawiałem z kimś o jego sprawie, czy wspominałem o niej innym klientom, czy zostawiam po sobie jakiś ślad. Odpowiadam tak samo wymijająco, jak wtedy żonie i kolegom. Nie dlatego, że mam coś do ukrycia. Dlatego, że lustro, które komuś podstawiam, nie może nosić w sobie odbić innych ludzi.

Gdybym pamiętał czyjeś odbicie i przynosił je do kolejnej rozmowy, przestałbym być lustrem. Stałbym się kimś, kto porównuje, kto ocenia jedną osobę miarą drugiej, kto niesie ze sobą bagaż wcześniejszych rozmów i mimowolnie każe im na siebie wpływać. Dyskrecja nie jest u mnie zasadą narzuconą z zewnątrz, procedurą do przestrzegania. Jest wpisana w samą metodę. Bez niej lustro przestaje działać.

Dlaczego akurat lustro

Wybrałem tę metaforę świadomie, bo dobrze opisuje, czego nie robię. Nie przynoszę Ci gotowych odpowiedzi. Nie doradzam, w sensie: nie mówię, co powinieneś zrobić. Odzwierciedlam to, co mówisz i to, co pokazujesz, kładę te dwie rzeczy obok siebie, i pytam, jak jedno ma się do drugiego.

Czasem to, co odbija lustro, jest drobnym szczegółem, który sam pomijałeś, bo wydawał się nieistotny. Czasem to sprzeczność: mówisz jedno, ale ton głosu, tempo, to, co pomijasz, pokazuje coś innego. Nie chodzi o przyłapanie Cię na czymś. Chodzi o to, żebyś zobaczył siebie pełniej, niż widzisz na co dzień, kiedy jesteś zbyt blisko własnego życia, żeby dostrzec jego kształt.

Lustro nie ocenia tego, co odbija. Nie mówi, że Twoje odbicie jest złe albo dobre. Po prostu pokazuje, co jest, dokładnie takie, jakie jest, żebyś mógł sam zdecydować, co z tym zrobić.


Więcej o mojej pracy jako coacha przeczytasz na stronie Coaching.